Głód w Korei Północnej to nie odległa historia z lat dziewięćdziesiątych, lecz żywy, codzienny problem, który w 2025 i 2026 roku dotyka blisko połowy z ponad 26 milionów mieszkańców kraju. Chroniczne niedożywienie, wynikające z połączenia sztywnego systemu gospodarczego, izolacji politycznej i kaprysów pogody, odbija się na zdrowiu dzieci, sile rodzin i stabilności całych społeczności. Setki tysięcy ludzi w prowincjach walczą o jeden posiłek dziennie, podczas gdy elity w stolicy zachowują dostęp do importowanych produktów.
W latach 1995–1999 klęska, znana jako Ciężki Marsz, pochłonęła od kilkuset tysięcy do ponad miliona ofiar, zmuszając ludzi do jedzenia kory drzew, trawy i korzeni. Dziś sytuacja nie osiągnęła tamtej skali masowych śmierci, ale raporty organizacji humanitarnych wskazują na 10,7–11,8 miliona niedożywionych osób, rosnące ceny podstawowych produktów i nasilające się akty desperacji, w tym kradzieże żywności nawet wśród żołnierzy. Nierówności wynikające z systemu klasyfikacji społecznej pogłębiają podział na tych, którzy przetrwają, i tych, którzy cierpią w milczeniu.
Reżim konsekwentnie priorytetowo traktuje programy zbrojeniowe i kontrolę wewnętrzną ponad dystrybucję żywności. To sprawia, że głód w Korei Północnej staje się narzędziem utrzymywania zależności obywateli od państwa, jednocześnie wzmacniając nieformalne sieci przetrwania na bazarach i w rodzinnych gospodarstwach. Skutki tego stanu rzeczy – zarówno fizyczne, jak i społeczne – będą odczuwalne przez kolejne pokolenia.
Korzenie tragedii: klęska lat 90. i jej mechanizmy
Pod koniec zimnej wojny Korea Północna opierała się na hojnej pomocy Związku Radzieckiego i Chin, które w zamian za surowce dostarczały zboże i nawozy. Gdy ZSRR rozpadł się w 1991 roku, a Chiny w 1993 zrezygnowały z barteru, dostawy gwałtownie się załamały. Gospodarka planowa, nastawiona na przemysł ciężki i zbrojenia, zaniedbała rolnictwo – brakowało nawozów, paliwa do maszyn i energii do nawadniania. Plony spadły dramatycznie: z około 7 milionów ton zboża na początku lat 90. do zaledwie 3,7 miliona ton w 1996 roku.
Klęski żywiołowe dopełniły obrazu. Powodzie w 1994 i 1995 roku zniszczyły około 1,5 miliona ton ziarna, a susza w 1997 pogorszyła sytuację w północno-wschodnich prowincjach. Wycinka lasów pod uprawy tarasowe i pozyskiwanie drewna na opał przyspieszyła erozję gleby, czyniąc kolejne powodzie jeszcze bardziej niszczycielskimi. Śmierć Kim Ir Sena w lipcu 1994 roku i przejęcie władzy przez Kim Dzong Ila zbiegły się z początkiem najgorszego okresu. System publicznej dystrybucji żywności poza Pjongjangiem praktycznie przestał działać.
Ludzie sięgali po wszystko, co dawało nadzieję na przeżycie. Jedli korę drzew, trawę, korzenie, szczury, a w skrajnych przypadkach – według relacji uciekinierów i doniesień z tamtego okresu – dochodziło do aktów kanibalizmu, karanych zresztą surowo. Wioski pustoszały, rodziny rozpadały się, dzieci trafiały na ulice jako żebrzące lub kradnące „kotjebi”. Masowe migracje do Chin przekroczyły w 1996 roku 100 tysięcy osób. Średnia długość życia spadła z 73,2 lat w 1993 do 66,8 w 1999 roku. Szacunki ofiar wahają się od 240 tysięcy do nawet 3,5 miliona – najczęstsze wiarygodne przedziały to 500 tysięcy do ponad miliona.
Reżim obwiniał pogodę, Stany Zjednoczone i „sabotażystów” wśród urzędników. Egzekucje winnych – w tym ministra rolnictwa – miały pokazać determinację. Pomoc międzynarodowa docierała, lecz dystrybuowano ją przez struktury wojskowe i partyjne, faworyzując lojalnych. Bezpośrednia dystrybucja przez organizacje pozarządowe była zakazana.
Niewidzialna hierarchia: system songbun i nierówny dostęp do pożywienia
Jednym z kluczowych czynników, który decydował, kto przeżyje, a kto zginie podczas klęski, był system songbun – polityczno-społeczna klasyfikacja obywateli oparta na lojalności rodziny wobec reżimu. Podzielony na trzy główne kategorie (rdzenna, chwiejna, wroga) i ponad 50 podkategorii, songbun określał dostęp do pracy, edukacji, mieszkania, opieki medycznej, a przede wszystkim – racji żywnościowych.
W latach 90. władze świadomie kierowały resztki zapasów do Pjongjangu, armii i aparatu partyjnego. Prowincje północno-wschodnie, zamieszkane w dużej mierze przez osoby o niższym songbun, ucierpiały najbardziej. Nawet dziś songbun wpływa na to, kto może legalnie prowadzić handel na bazarach, kto otrzymuje lepsze przydziały z państwowych magazynów i kto ma szansę na przeprowadzkę do stolicy. Osoby z „wrogiej” kategorii często pozostają na marginesie, skazane na najgorsze ziemie i najmniejsze wsparcie.
To nie jest abstrakcyjna teoria – to codzienna rzeczywistość, w której lojalność wobec rodziny Kimów przekłada się na talerz z ryżem, a jej brak oznacza pusty żołądek i ryzyko represji.
Rynki jako deska ratunku i pole walki z reżimem
Po klęsce lat 90. władze częściowo zalegalizowały prywatny handel. Baza ry (jangmadang) stały się dla milionów ludzi głównym źródłem żywności i dochodu. Sprzedawcy sprowadzali towary z Chin, wymieniali się na lokalnych bazarach, a rodziny uprawiały prywatne działki. Te nieformalne sieci uratowały wielu przed śmiercią głodową i dały początek ograniczonej przedsiębiorczości.
Jednak reżim nigdy nie pogodził się z utratą pełnej kontroli. Okresowe kampanie przeciwko „antysocjalistycznym” praktykom – konfiskaty towarów, aresztowania handlarzy, zakazy sprzedaży podstawowych produktów na rynkach (jak ten z stycznia 2023 roku) – destabilizują i tak kruchy system. W rezultacie ceny żywności stają się ekstremalnie zmienne, a biedniejsi mieszkańcy prowincji pozostają na łasce państwowej dystrybucji, która jest nieregularna i dyskryminująca.
Obraz kryzysu w latach 2023–2026: dane, ceny i codzienne dramaty
Sytuacja żywnościowa w Korei Północnej pozostaje krytyczna. Według raportów Organizacji Narodów Zjednoczonych i Światowego Programu Żywnościowego (WFP) około 10,7–11,8 miliona osób – czyli 40–46 procent populacji – cierpi na niedożywienie. Szczególnie dotkliwy jest problem chronicznego niedożywienia wśród dzieci: wskaźnik zahamowania wzrostu (stunting) wynosi około 18–19 procent.
W 2023 i 2024 roku poważne powodzie, połączone z falami upałów sprzyjającymi szkodnikom, zniszczyły znaczną część zbiorów. Uszkodzeniu uległa również infrastruktura – drogi, mosty, magazyny. W lutym 2025 roku kilogram ryżu w Pjongjangu kosztował około 8300 wonów północnokoreańskich – prawie dwa razy więcej niż pod koniec 2023 roku. Cena kukurydzy również wyraźnie wzrosła.
Relacje z wnętrza kraju, przekazywane przez źródła na granicy i uciekinierów, malują obraz rosnącej desperacji. W 2025 roku pojawiały się doniesienia o żołnierzach napadających na domy cywilów w poszukiwaniu żywności. W Pjongjangu dzieci i osoby starsze żebrzą o resztki przed ekskluzywnymi restauracjami, podczas gdy bogatsi mieszkańcy konsumują desery i importowane produkty. Na wsiach rolnicy i robotnicy rolni często ograniczają się do jednego posiłku dziennie, zwłaszcza w okresie wiosennej luki przed nowymi zbiorami.
Blisko 12 milionów mieszkańców Korei Północnej zmaga się z chronicznym niedożywieniem, a najciężej dotknięte są osoby starsze, chore oraz rodziny bez oszczędności w prowincjach.
Zdrowotne i społeczne konsekwencje niedożywienia
Chroniczny brak kalorii, białka, witamin i mikroelementów prowadzi do poważnych problemów zdrowotnych. U dzieci zahamowanie wzrostu oznacza nie tylko niższy wzrost w dorosłości, ale także większe ryzyko chorób, słabszą odporność i trudności w nauce – skutki, które ciągną się przez całe życie i obniżają potencjał całego społeczeństwa. Kobiety w ciąży i karmiące matki są szczególnie narażone, co wpływa na zdrowie kolejnych pokoleń.
Wśród dorosłych dominują choroby wynikające z osłabionej odporności – gruźlica, infekcje przewodu pokarmowego, anemia. W skrajnych przypadkach pojawia się marazm lub kwashiorkor – dramatyczne formy niedożywienia, które jeszcze niedawno kojarzono głównie z najbiedniejszymi regionami Afryki. Psychicznie głód oznacza ciągły stres, lęk przed jutrem, rozpad więzi rodzinnych i poczucie bezsilności wobec systemu, który nie zapewnia podstawowych potrzeb.
Na poziomie społecznym obserwuje się wzrost kradzieży, żebractwa i nieformalnych form zarobkowania. Niektórzy uciekinierzy opisują, jak głód zmuszał rodziny do trudnych wyborów – czy wysłać dziecko do pracy, czy ryzykować ucieczkę za granicę. Te blizny pozostają widoczne nawet po latach.
Priorytety władzy a pomoc z zewnątrz
Reżim Kim Dzong Una konsekwentnie podkreśla politykę samowystarczalności (Juche) i „silnego państwa”. Zasoby kierowane są przede wszystkim na program rakietowy i nuklearny oraz utrzymanie lojalności armii i aparatu bezpieczeństwa. W 2025 i 2026 roku, mimo pogarszającej się sytuacji żywnościowej, władze ograniczały działalność prywatnych rynków i zwiększały inwigilację społeczeństwa – jak podkreśla Human Rights Watch w raporcie za 2026 rok.
Prośby o pomoc kierowane są wybiórczo. Niektóre oferty – na przykład z Rosji – odrzucano lub minimalizowano, by nie pokazywać słabości. Jednocześnie reżim korzysta z ograniczonej pomocy Organizacji Narodów Zjednoczonych i organizacji humanitarnych, choć dostęp do najbardziej potrzebujących regionów pozostaje utrudniony. Chiny, główny partner handlowy, dostarczają część żywności i surowców, ale niestabilność kursu walutowego i ograniczenia handlowe sprawiają, że import nie zaspokaja potrzeb.
Długoterminowe blizny i kształt współczesnego społeczeństwa
Głód w Korei Północnej nie jest tylko problemem aprowizacyjnym – to czynnik, który przez dekady modelował relacje społeczne, stosunek do władzy i strategie przetrwania. Pokolenie, które dorastało w latach 90., nosi w sobie doświadczenie skrajnej deprywacji. Młodsze pokolenia, choć nie pamiętają tamtej klęski, żyją w cieniu chronicznego niedoboru i niepewności.
Jednocześnie kryzys wzmocnił nieformalne sieci – rodzinne gospodarstwa, bazarowe kontakty, korupcję jako mechanizm omijania sztywnych reguł. Te elementy dają ludziom minimalną przestrzeń manewru, ale jednocześnie utrwalają zależność od niepewnych, nielegalnych lub półlegalnych kanałów. Demograficznie kraj zmaga się z niższą dzietnością i długoterminowymi skutkami zdrowotnymi zahamowanego wzrostu u dzieci.
W 2026 roku głód w Korei Północnej pozostaje cichym, lecz uporczywym towarzyszem codzienności milionów ludzi. Jego skala i formy ewoluują, lecz rdzeń problemu – połączenie ideologicznej sztywności, priorytetów militarnych i ograniczonej zdolności adaptacyjnej gospodarki – trwa. Zrozumienie tego mechanizmu pozwala dostrzec nie tylko cierpienie, lecz także niezwykłą odporność tych, którzy mimo wszystko znajdują sposoby, by przetrwać kolejny dzień.