Bieda w Korei Północnej nie jest przypadkiem ani wyłącznie skutkiem zewnętrznych sankcji. To efekt dziesięcioleci scentralizowanego planowania gospodarczego, które zniszczyło bodźce do efektywnej produkcji, oraz świadomych priorytetów reżimu stawiających programy zbrojeniowe i nuklearne ponad podstawowymi potrzebami obywateli. Według szacunków Banku Korei Południowej średni dochód na mieszkańca w 2024 roku wynosił około 1246 dolarów rocznie – poziom plasujący kraj wśród najuboższych na świecie. Ponad 40 procent populacji, czyli około 10,7 miliona ludzi przy liczącej blisko 26,6 miliona mieszkańców Korei Północnej, cierpi na chroniczne niedożywienie.
System kastowy songbun dzieli społeczeństwo na grupy uprzywilejowane i te skazane na permanentną marginalizację już od urodzenia. Jednocześnie nieformalne rynki jangmadang, które wyrosły z konieczności podczas klęski głodu lat 90., stały się głównym źródłem przetrwania dla większości rodzin – to tam odbywa się większość transakcji żywnościowych i towarowych. W 2025 roku doniesienia z prowincji wskazywały na nasilający się głód wiosenny, gwałtowne skoki cen ryżu i przypadki niedożywienia dzieci nawet w miastach średniej wielkości. Ubóstwo w tym kraju to nie tylko brak pieniędzy – to narzędzie kontroli społecznej i rezultat polityki, w której elity w Pjongjangu żyją w innym świecie niż reszta mieszkańców.
Dziedzictwo klęski głodu z lat 1995–1999
Klęska głodu lat 90., nazywana przez reżim „Arduous March” (Ciężkim Marszem), zmieniła bieg historii Korei Północnej. Po upadku Związku Radzieckiego kraj stracił kluczowe dostawy paliwa, nawozów i części zamiennych. Jednocześnie nadeszły powodzie, które zniszczyły uprawy i infrastrukturę irygacyjną. Publiczny system dystrybucji żywności (PDS) załamał się całkowicie – racje, które wcześniej wynosiły 600–700 gramów zbóż dziennie na osobę, spadły do zera w wielu regionach.
Setki tysięcy, a według niektórych szacunków nawet ponad milion osób zmarło z głodu i chorób z nim związanych. To właśnie wtedy miliony mieszkańców, zwłaszcza kobiet, zaczęły samodzielnie szukać źródeł utrzymania. Powstały pierwsze jangmadang – spontaniczne targowiska, na których wymieniano resztki zapasów, warzywa z przydomowych ogródków i towary przemycone z Chin. To, co miało być tymczasowym ratunkiem, stało się trwałym elementem rzeczywistości. Dzisiaj większość żywności i codziennych towarów trafia do ludzi właśnie tą drogą, a nie przez państwowe kanały.
Songbun – niewidzialna ściana, która decyduje o całym życiu
System songbun to kastowa struktura społeczna oparta na ocenie lojalności rodziny wobec reżimu. Dzieli mieszkańców na trzy główne kategorie: „rdzeń” (najbardziej zaufani, często potomkowie partyzantów Kim Ir Sena), „chwiejnych” i „wrogich” (ci, których krewni współpracowali z Japończykami, Południowcami lub należeli do klas posiadaczy przed wojną). Około jednej czwartej populacji należy do grupy wrogiej – dla nich drzwi do lepszej pracy, mieszkania w Pjongjangu czy nawet pełnowartościowej opieki medycznej pozostają zamknięte.
Songbun wpływa na wszystko: przydział pracy po szkole, możliwość zamieszkania w stolicy, dostęp do lepszych racji żywnościowych w czasach kryzysu, a nawet szanse na małżeństwo. Osoba z niskim songbun ma minimalne szanse na awans, niezależnie od talentu czy wysiłku. System ten perpetuuje ubóstwo – dzieci z prowincji i z „złych” rodzin dziedziczą ograniczenia rodziców. To jeden z powodów, dla których nawet w okresach względnej poprawy gospodarczej nierówności nie maleją, lecz często rosną.
Jangmadang – rynki, które ratują życie, choć reżim próbuje je okiełznać
Jangmadang to dziś coś więcej niż targowiska. To szara strefa, w której odbywa się większość aktywności gospodarczej zwykłych mieszkańców. Kobiety – często główne żywicielki rodzin – handlują chińskimi ubraniami, sprzętem AGD, lekami i żywnością. Szacuje się, że nawet 80–90 procent wydatków gospodarstw domowych przechodzi przez te rynki. Bez nich głód byłby znacznie bardziej powszechny.
Reżim od lat toleruje jangmadang, bo wie, że bez nich system by się zawalił. Jednocześnie co kilka lat próbuje je ograniczać – nakładając wyższe opłaty, zamykając stoiska czy zmuszając handlarzy do rejestrowania działalności w strukturach państwowych. W 2025 roku pojawiły się doniesienia o próbach włączenia prywatnych biznesów do oficjalnych sieci handlowych do końca roku. To klasyczny mechanizm: pozwolić ludziom przetrwać, ale nie pozwolić im zbyt mocno uniezależnić się od państwa. Rynki dają ludziom odrobinę wolności ekonomicznej, ale jednocześnie stają się źródłem informacji i kontaktów ze światem zewnętrznym – dlatego budzą niepokój władz.
Priorytety militarne i nierówności między Pjongjangiem a resztą kraju
Rząd Kim Dzong Una otwarcie przyznaje, że gospodarka jest w złym stanie. W grudniu 2024 roku podczas otwarcia fabryki w Songchon lider wygłosił wyjątkowo szczere przemówienie o „powszechnym ubóstwie” i „zacofaniu” kraju. Zapowiedział wówczas dalszą realizację polityki rozwoju regionalnego 20×10 – budowę fabryk w 20 miastach i powiatach rocznie przez dekadę. To próba zmniejszenia przepaści między elitarnym Pjongjangiem a prowincjami.
W praktyce różnice pozostają ogromne. W stolicy działa metro, są nowoczesne (choć często tylko fasadowe) budynki, lepsza elektryczność i dostęp do towarów. W prowincjach Hamgyong, Ryanggang czy Hwanghae prąd bywa dostępny kilka godzin dziennie, drogi są zniszczone, a szpitale brakuje podstawowych leków. Pieniądze z eksportu (głównie do Chin) i nieoficjalnych kanałów w dużej mierze trafiają na program rakietowy i nuklearny oraz na utrzymanie lojalności elit. Zwykli mieszkańcy dostają resztki.
Codzienne realia przetrwania w prowincjach
W wioskach i mniejszych miastach ludzie budzą się wcześnie nie po to, by iść do pracy w fabryce, lecz by znaleźć cokolwiek do jedzenia. Wiosną 2025 roku w powiecie Kumya w prowincji Hamgyong Południowy rolnicy zgłaszali, że nie mają co jeść przed nowymi zbiorami. W Pyongsong i Wonsan w sierpniu tego samego roku pojawiały się doniesienia o niedożywionych dzieciach. Młodzież często trafia do brygad roboczych – budowy dróg, kopania rowów czy prac rolnych – bez realnego wynagrodzenia.
Żołnierze, formalnie elita, też borykają się z biedą – zdarza się, że sprzedają niedopałki papierosów, by dokupić jedzenie. W lasach dzieci i dorośli zbierają jagody, zioła i korzenie. Niektórzy ryzykują kłusownictwo, w tym na chronione gatunki. To nie jest romantyczna zaradność – to desperacja w kraju, gdzie oficjalna propaganda nadal mówi o „szczęściu socjalistycznym”.
Wpływ ubóstwa na zdrowie i przyszłe pokolenia
Chroniczne niedożywienie zostawia ślady na całe życie. Zahamowanie wzrostu (stunting) dotyka niemal co piąte dziecko poniżej piątego roku życia. Brak białka, witamin i mikroelementów prowadzi do częstszych chorób, słabszej odporności i problemów z rozwojem poznawczym. Dostęp do opieki medycznej poza Pjongjangiem jest dramatycznie ograniczony – brakuje leków, sprzętu i wykwalifikowanego personelu.
Edukacja formalnie jest powszechna i poziom alfabetyzacji wysoki, ale programy są silnie ideologiczne, a jakość nauczania w prowincjach niska. Młode pokolenie dorastające na jangmadang – czasem nazywane „pokolenie jangmadang” – jest bardziej pragmatyczne i mniej podatne na czystą propagandę niż starsi. Widzą, że prawdziwe przetrwanie zależy od handlu i kontaktów, a nie od lojalności wobec partii. To długoterminowa zmiana społeczna, której reżim nie do końca kontroluje.
Czy polityka regionalna Kim Dzong Una zmieni sytuację?
Ogłoszona polityka 20×10 i program budowy nowych domów na wsi to największa od lat próba adresowania nierówności. Reżim buduje fabryki i mieszkania, obiecując poprawę życia poza stolicą. Jednak bez zmiany fundamentalnych zasad – wprowadzenia realnych bodźców ekonomicznych, ograniczenia korupcji i zmniejszenia wydatków na zbrojenia – efekty będą ograniczone. Historia pokazuje, że kolejne „rewolucje” gospodarcze w Korei Północnej kończyły się powrotem do starych schematów.
Sankcje międzynarodowe utrudniają import technologii i części, ale nie są jedyną przyczyną ubóstwa. Chiny nadal handlują z Północą, a reżim znajduje sposoby na obchodzenie ograniczeń. Prawdziwy problem leży wewnątrz: w systemie, który karze inicjatywę, nagradza lojalność zamiast efektywności i traktuje obywateli jako zasób do wykorzystania, a nie cel polityki.
W 2026 roku Korea Północna pozostaje krajem kontrastów – fasadowego postępu w Pjongjangu i uporczywej, codziennej walki o przetrwanie w większości pozostałego terytorium. Mechanizmy ubóstwa są głęboko zakorzenione, a próby ich przezwyciężenia napotykają na opór samego systemu, który je stworzył.