Wiosną 2018 roku polski rynek finansowy przeżył jedno z najgłośniejszych załamań ostatnich dekad. GetBack S.A., dynamicznie rosnąca spółka windykacyjna, nagle ogłosiła problemy z płynnością, a tysiące osób, które kupiły jej obligacje, z dnia na dzień stanęły w obliczu realnej utraty oszczędności życia. Łączne straty oszacowano na około 2,5–3,5 miliarda złotych, a poszkodowanych było ponad dziewięć tysięcy osób fizycznych oraz kilkaset podmiotów gospodarczych. Za błyskotliwym wzrostem firmy kryły się jednak manipulacje sprawozdaniami finansowymi, zawyżone wyceny portfeli wierzytelności oraz agresywna sprzedaż ryzykownych papierów wartościowych klientom banków.
Mechanizm wyglądał pozornie prosto: GetBack skupował złe długi od banków, finansując działalność emisją wysoko oprocentowanych obligacji prywatnych. Te papiery trafiały głównie do zwykłych klientów Idea Banku i Getin Noble Banku – emerytów, przedsiębiorców, osób oszczędzających na przyszłość. Doradcy przedstawiali je jako bezpieczną alternatywę dla lokat, choć w rzeczywistości niosły ogromne ryzyko. Gdy w kwietniu 2018 roku wyszło na jaw, że spółka nie ma szans na spłatę zobowiązań, system runął jak domek z kart.
Po siedmiu latach od wybuchu afery sytuacja wciąż pozostaje nierozstrzygnięta. Postępowania karne trwają, Najwyższa Izba Kontroli wydała w 2025 roku druzgocący raport o zaniedbaniach nadzoru, a poszkodowani walczą o resztki swoich pieniędzy w ramach częściowego układu restrukturyzacyjnego. Afera get back ujawniła nie tylko słabości jednej spółki, ale też systemowe luki w ochronie inwestorów indywidualnych na polskim rynku kapitałowym.
Historia GetBack – od małej firmy windykacyjnej do giełdowego gracza
GetBack S.A. zarejestrowano 14 marca 2012 roku. Początkowo działała jako typowa spółka windykacyjna – kupowała od banków pakiety niespłaconych wierzytelności i ściągała je od dłużników. Model wydawał się prosty i dochodowy: banki pozbywały się toksycznych aktywów, a GetBack zarabiał na prowizjach od odzyskanych kwot. Szybko jednak przeszedł do ofensywy. Zamiast ostrożnego skupu, spółka zaczęła przejmować coraz większe portfele, często po cenach budzących wątpliwości co do ich realnej wartości.
W 2016 roku Leszek Czarnecki – ówczesny właściciel poprzez powiązane struktury – sprzedał GetBack. Spółka weszła na giełdę w 2017 roku i kontynuowała agresywną ekspansję. Kluczowym źródłem finansowania stały się emisje obligacji. W latach 2015–2018 wyemitowano papiery o wartości nominalnej blisko 2,8 miliarda złotych, a łącznie w historii spółki obligacje sięgnęły około 3,4 miliarda. Pieniądze z emisji szły nie tylko na zakup kolejnych portfeli długów, ale też na obsługę wcześniejszych zobowiązań – klasyczny mechanizm rolowania długu.
Wewnętrzne transakcje między powiązanymi podmiotami pozwalały sztucznie windować przychody i wyniki. Portfele wierzytelności sprzedawano i odkupowano w ramach grupy, co generowało prowizje i premie dla zarządu, jednocześnie maskując rzeczywiste problemy z odzyskiwaniem należności. Audytorzy, w tym podmioty z grupy Deloitte, nie zgłaszali poważnych zastrzeżeń do sprawozdań – co później stało się przedmiotem osobnych postępowań i pozwów.
Emisje obligacji GetBack i mechanizm ich sprzedaży
Obligacje GetBack emitowano głównie w ofertach prywatnych, co formalnie zwalniało spółkę z obowiązku publikacji pełnego prospektu emisyjnego. W praktyce jednak papiery te trafiły do rąk tysięcy indywidualnych inwestorów. Największym dystrybutorem był Idea Bank – część grupy Leszka Czarneckiego – wraz z powiązanymi domami maklerskimi takimi jak Polski Dom Maklerski czy Noble Securities. Doradcy bankowi otrzymywali wysokie prowizje za sprzedaż tych instrumentów.
Klienci, często osoby starsze lub mniej zaznajomione z rynkiem kapitałowym, słyszeli zapewnienia o „wysokim oprocentowaniu przy niskim ryzyku”. W rzeczywistości obligacje GetBack były niezabezpieczone, a kondycja emitenta zależała od skuteczności windykacji i ciągłego dostępu do nowego kapitału. Gdy ten mechanizm się zaciął, inwestorzy zostali z papierami wartościowymi wartymi ułamek nominalnej wartości.
Z raportów i ustaleń śledczych wynika, że proceder miał charakter systemowy. Banki transferowały wierzytelności do GetBack, a jednocześnie zarabiały na dystrybucji obligacji tej samej spółki. To tworzyło zamknięty krąg interesów, w którym ryzyko spadało ostatecznie na nabywców papierów – zwykłych obywateli.
Wybu ch afery – fałszywe negocjacje i lawina ujawnień
Punktem zwrotnym był 16 kwietnia 2018 roku. GetBack poinformował w komunikacie giełdowym o rzekomych zaawansowanych rozmowach z Polskim Funduszem Rozwoju oraz PKO BP w sprawie wsparcia finansowego do 250 milionów złotych. Obie instytucje natychmiast zdementowały te informacje. Giełda Papierów Wartościowych, na wniosek Komisji Nadzoru Finansowego, zawiesiła obrót akcjami spółki.
Kilka dni później aresztowano ówczesnego prezesa Konrada Kąkolewskiego. Postawiono mu zarzuty m.in. usiłowania oszustwa na kwotę 250 milionów złotych, wyrządzenia spółce szkody majątkowej w wielkich rozmiarach oraz utrudniania postępowania karnego. W kolejnych tygodniach i miesiącach ujawniano kolejne nieprawidłowości: fałszowanie dokumentacji, wyprowadzanie środków poprzez pozorne umowy, zawyżanie wartości nabywanych portfeli wierzytelności.
Jednym z najbardziej bulwersujących przykładów była transakcja zakupu EGB Investments od funduszy Altus TFI. Rzeczywista wartość pakietu szacowana była na około 47 milionów złotych, podczas gdy GetBack zapłacił znacznie więcej. Śledczy dopatrzyli się tu zmowy między zarządami spółek. Podobne mechanizmy dotyczyły innych portfeli – spółka przepłacała, by utrzymać pozory dobrej kondycji i wypłacać premie.
Oszustwa wewnętrzne – fałszowanie sprawozdań i zawyżanie wartości aktywów
Sercem afery get back były manipulacje księgowością. Spółka prowadziła agresywną politykę zakupów portfeli wierzytelności, często po cenach oderwanych od realnych perspektyw ich odzyskania. Aby ukryć problemy z płynnością i wypłacalnością, stosowano wewnętrzny obrót portfelami – sprzedaż i odkup w ramach grupy generował sztuczne przychody. Dzięki temu można było wykazywać zyski i wypłacać wysokie wynagrodzenia oraz premie członkom zarządu.
Dodatkowo dochodziło do wyprowadzania środków poprzez łańcuch powiązanych spółek. Śledczy ustalili m.in. przypadki przywłaszczenia co najmniej kilkunastu milionów złotych. GetBack zadłużał się emitując kolejne serie obligacji, by spłacać wcześniejsze zobowiązania – klasyczna spirala, która musiała się kiedyś załamać.
Kiedy w 2018 roku zabrakło nowego kapitału z zewnątrz, bilans ujawnił brakującą wartość rzędu miliardów złotych. Restrukturyzacja, do której spółka złożyła wniosek 2 maja 2018 roku, zakończyła się układem, w ramach którego obligatariusze odzyskali jedynie ułamek zainwestowanych środków – według niektórych szacunków około 25 procent, rozłożonych na lata.
Misselling obligacji – banki w roli sprzedawców ryzykownych produktów
Największy ból dla ofiar wynikał nie tylko z upadku GetBack, ale z tego, jak obligacje trafiły do ich portfeli. Proceder missellingu polegał na przedstawianiu wysokiego ryzyka jako „bezpiecznej inwestycji o atrakcyjnym oprocentowaniu”. Doradcy w oddziałach Idea Banku i powiązanych podmiotach wykorzystywali zaufanie klientów, często emerytów lub osób z ograniczoną wiedzą finansową.
Prowizje dla pośredników sięgały milionów złotych – jedna z firm powiązana z dystrybucją miała inkasować około 63 milionów tylko za dostarczanie klientów. Klienci nie otrzymywali rzetelnych informacji o ryzyku niewypłacalności emitenta ani o tym, że obligacje nie były zabezpieczone. Komisja Nadzoru Finansowego wpisała później Idea Bank na listę ostrzeżeń publicznych za prowadzenie działalności maklerskiej bez zezwolenia w tym zakresie, a bank otrzymał wielomilionowe kary.
Rola Komisji Nadzoru Finansowego i innych instytucji państwa
Afera get back obnażyła poważne zaniedbania w nadzorze nad rynkiem finansowym. Już wcześniej pojawiały się sygnały o agresywnej polityce GetBack – szybki wzrost, wysokie oprocentowanie obligacji, nietypowe transakcje. Mimo to KNF nie zareagowała odpowiednio wcześnie i skutecznie.
Raport Najwyższej Izby Kontroli z lipca 2025 roku ocenił działania KNF jako nierzetelne i nieprawidłowe. Izba wskazała, że przewodniczący Komisji nie wykorzystał dostępnych uprawnień – m.in. nie wstąpił skutecznie do postępowania układowego, nie zlecił rzetelnej weryfikacji wartości aktywów spółki ani nie podjął kroków, które mogłyby ochronić inwestorów. NIK podkreśliła również, że do dziś nie ustalono w pełni wartości portfeli wierzytelności i aktywów GetBack, co utrudnia poszkodowanym dochodzenie roszczeń.
W 2025 roku NIK złożyła zawiadomienia do prokuratury dotyczące podejrzenia popełnienia przestępstw przez funkcjonariuszy KNF, niektórych członków ówczesnego rządu oraz inne podmioty. Postępowania te są w toku.
Postępowania sądowe i karne – kto usłyszał zarzuty
W sprawie GetBack prokuratura postawiła zarzuty łącznie kilkudziesięciu osobom – w różnych aktach oskarżenia nawet ponad stu. Główni oskarżeni to byli członkowie zarządu GetBack, w tym Konrad Kąkolewski (zarzuty m.in. usiłowania oszustwa i wyrządzenia szkody majątkowej w wielkich rozmiarach). Usłyszeli zarzuty również menedżerowie Altus TFI związani z transakcją EGB Investments – Piotr Osiecki i Jakub Ryba.
Oskarżono pracowników domów maklerskich oraz osoby powiązane z wyprowadzaniem środków. Leszek Czarnecki, choć nie był już właścicielem GetBack w momencie upadku, był przedmiotem wniosków o areszt i postępowań związanych z rolą jego banków w dystrybucji obligacji. Niektóre postępowania zakończyły się wyrokami, inne trwają lub zostały rozszerzone o nowe wątki – w tym dotyczące przebiegu postępowania restrukturyzacyjnego.
W lipcu 2025 roku, po raporcie NIK, prokuratura otrzymała kolejne zawiadomienia obejmujące m.in. podejrzenia niedopełnienia obowiązków przez nadzorców i inne instytucje. Po siedmiu latach afera get back wciąż nie doczekała się pełnego rozliczenia.
Skutki dla ofiar i lekcje na przyszłość
Dla tysięcy Polaków afera get back oznaczała dramatyczne konsekwencje. Wiele osób straciło oszczędności całego życia – pieniądze przeznaczone na emeryturę, leczenie czy pomoc dzieciom. W ramach układu restrukturyzacyjnego odzyskali jedynie część środków, często rozłożoną na wiele lat. Stowarzyszenia poszkodowanych nadal walczą o dodatkowe odszkodowania od banków i pośredników, powołując się na misselling i brak należytej staranności przy oferowaniu produktów.
Afera ujawniła kilka kluczowych problemów polskiego rynku:
- Brak skutecznej ochrony inwestorów indywidualnych przed agresywną sprzedażą złożonych instrumentów finansowych.
- Słabość mechanizmów wczesnego ostrzegania ze strony nadzoru.
- Łatwość budowania pozorów solidności przez spółki emitujące obligacje prywatne.
Dla początkujących inwestorów najważniejsza lekcja brzmi: wysokie oprocentowanie zawsze idzie w parze z ryzykiem. Zanim kupisz obligacje korporacyjne – zwłaszcza emitowane w ofertach prywatnych – sprawdzaj dokładnie sprawozdania finansowe emitenta, historię jego działalności i opinie niezależnych analityków. Dywersyfikuj portfel i nie lokuj wszystkich oszczędności w jeden rodzaj aktywów, nawet jeśli doradca zapewnia, że „to pewna sprawa”.
Dla bardziej zaawansowanych czytelników afera get back stanowi studium przypadku, jak mechanizmy corporate governance, audytu i nadzoru mogą zawieść jednocześnie, gdy interesy różnych graczy rynkowych się zazębiają. Po 2025 roku, dzięki raportowi NIK i nowym zawiadomieniom prokuratorskim, sprawa nabrała nowego tempa – ale pełna sprawiedliwość dla poszkodowanych wciąż pozostaje odległym celem.
Afera get back nie jest zamkniętym rozdziałem. To wciąż żywa rana polskiego rynku kapitałowego, przypominająca, że zaufanie do instytucji finansowych i ich nadzorców wymaga nieustannej weryfikacji.