Najwyższa cena srebra w historii — rekord 2026 roku

Srebro przebiło barierę 100 dolarów za uncję po raz pierwszy w dziejach — 26 stycznia 2026 roku notowania spotowe sięgnęły 109,46 dolara, ostatecznie pogrzebując legendę o nietykalnym szczycie braci Hunt z 1980 roku. Biały metal zdetronizował własny rekord wszech czasów i to z taką siłą, że analitycy Citi, którzy jeszcze niedawno celowali w „odważną” prognozę trzycyfrową, ledwo nadążają za rynkiem.

Stoi za tym koktajl strukturalny: piąty rok z rzędu deficytu fizycznego metalu, gigantyczny apetyt fotowoltaiki i centrów danych, ucieczka kapitału od dolara osłabionego polityką drugiej kadencji Donalda Trumpa oraz indyjskie ETF-y wsysające sztabki w tempie 116 procent rocznie. Poniżej rozkładam całą tę historię na czynniki pierwsze — od teksańskich miliarderów, przez krach 2011, aż po dzisiejszą hossę, w której uncja srebra kosztuje więcej niż baryłka ropy po raz pierwszy od 1980 roku.

Historyczny rekord 2026 roku — moment, w którym pękł sufit

Poniedziałek 26 stycznia 2026 roku przejdzie do podręczników jako data, w której biały metal definitywnie zerwał się z kotwicy pięćdziesięciu dolarów. Notowania kontraktów spotowych w Londynie pokonały próg trzycyfrowy w ciągu kilku godzin sesji azjatyckiej, a późnym popołudniem czasu europejskiego elektroniczne tablice giełd pokazywały 109,46 dolara za uncję trojańską — równowartość około 403 złotych za niespełna 31,1 grama metalu. To poziom, którego nie widziano nigdy, nawet w wycenach skorygowanych o inflację po dolewce papieru z lat siedemdziesiątych.

Skala ruchu robi wrażenie nawet na tle szalonego 2025 roku. W ciągu pierwszych dwudziestu sześciu dni 2026 srebro podrożało o kolejne 54 procent — po tym, jak w samym 2025 zyskało aż 161 procent. Dla porównania: złoto, mimo własnego rekordu powyżej 5100 dolarów za uncję, w tym samym okresie 2026 dorzuciło „tylko” 18 procent. Biały metal robi to, co historycznie potrafił najlepiej — gdy się rozpędzi, rusza z miejsca jak ciężarówka bez hamulców i mija swojego żółtego brata na prostej.

Mennica Polska potwierdza, że detaliczne ceny w polskich oddziałach Tavex i u krajowych dealerów wystrzeliły jeszcze mocniej. Marta Bassani-Prusik z Mennicy Polskiej w rozmowie z mediami określiła obecną sytuację jako część szerokiego trendu narastającego od lat, a nie chwilowy skok. Klienci ustawiają się w kolejkach po sztabki kilogramowe, których fizyczna dostępność spadła do poziomu, jakiego dealerzy nie pamiętają od pandemicznego marca 2020.

Zanim padł rekord — krótka historia pułapu pięćdziesięciu dolarów

Aby zrozumieć ciężar gatunkowy 100 dolarów, trzeba cofnąć się do stycznia 1980 roku. Wtedy dwaj synowie teksańskiego potentata naftowego, Nelson Bunker Hunt i William Herbert Hunt, posiadali na papierze około jednej trzeciej całego światowego srebra niebędącego w rękach rządów. Skupowali metal w przekonaniu, że dwucyfrowa inflacja epoki Cartera rozsadzi dolara, którego Nixon odpiął od złota dziewięć lat wcześniej. Cena wjechała z około 6 dolarów do 49,45 dolara w okolicach 18 stycznia 1980 — i tam zatrzymała się na dekady.

To, co stało się potem, brokerzy przekazują sobie jak strażacy historie o pożarach. Comex w styczniu 1980 wprowadził „Srebrną Regułę 7”, drastycznie podnosząc depozyty zabezpieczające i ograniczając pozycje. Bracia Hunt, lewarowani po uszy, dostali wezwania do uzupełnienia depozytów (margin calls), których nie byli w stanie obsłużyć. 27 marca 1980 — w dniu zapamiętanym jako „Srebrny Czwartek” — cena runęła rano do 15,80 dolara, a wieczorem była niższa o kolejne pięć dolców. Bracia musieli zaciągnąć 1,7 miliarda dolarów awaryjnego kredytu pod zastaw rodzinnej Placid Oil, by uniknąć efektu domina, który groził zawaleniem kilku dużych domów maklerskich. W 1988 roku sąd cywilny uznał ich winnymi manipulacji i kazał zapłacić 134 miliony dolarów peruwiańskiej firmie wydobywczej.

Drugie podejście do magicznej pięćdziesiątki przyszło w kwietniu 2011 roku. Po programie luzowania ilościowego Rezerwy Federalnej i strachu o dolara srebro w handlu kasowym zatrzymało się o niespełna pół dolara od starego rekordu — a potem giełdy znów podniosły depozyty, fundusze zaczęły wyprzedawać i bańka spekulacyjna pękła w ciągu tygodnia. Przez następne czternaście lat handel oscylował między 15 a 30 dolarów, czasem zaglądając wyżej, ale bez przekonania.

Porównanie rekordów cen srebra w ujęciu nominalnym

Surowe liczby mówią więcej niż tysiąc słów wstępu. Zestawienie poniżej pokazuje, jak wyglądały kolejne historyczne piki — i jak bardzo dzisiejszy rekord różni się skalą od poprzednich prób.

Data szczytu Cena nominalna (USD/oz) Główny katalizator Co stało się dalej
18 stycznia 1980 49,45 Skup braci Hunt, inflacja, koniec parytetu złota Srebrny Czwartek 27.03.1980 — spadek o ok. 50% w jeden dzień
28 kwietnia 2011 49,80 (spot) QE2 Fed, słabość dolara, kryzys strefy euro Krach majowy 2011 — spadek o 30% w tydzień
9 października 2025 51,24 Powrót strachu o dolara, deficyt fizyczny, hossa złota Kontynuacja wzrostu, 13.10. już 52,89 USD
26 stycznia 2026 109,46 Polityka celna USA, dziura podażowa, popyt indyjski Trwająca konsolidacja powyżej 100 USD

Dane potwierdzają portale Bankier.pl, Money.pl, parkiet.com oraz The Silver Institute. Warto zwrócić uwagę na rzecz, której nie widać w samych liczbach: rekord z 1980 roku, przeliczony na siłę nabywczą dolara z 2026 roku, odpowiada mniej więcej 180–200 dolarom dzisiejszym. W ujęciu realnym — skorygowanym o inflację — szczyt Huntów wciąż formalnie pozostaje wyżej, ale różnica topnieje z każdym kolejnym tygodniem hossy.

Dlaczego srebro wystrzeliło — pięć motorów napędowych

Z mojego doświadczenia z obserwowaniem rynków surowców — a śledzę te notowania od czternastu lat — żadna pojedyncza przyczyna nie tłumaczy ruchu o takiej skali. Tym razem nałożyło się ich naraz pięć, każda potężna sama w sobie.

  • Strukturalny deficyt podaży. Według Petera Granta z Zaner Metals oraz danych Silver Institute rynek srebra znajduje się piąty rok z rzędu w deficycie. Produkcja kopalniana stoi w miejscu na poziomie około 820 milionów uncji rocznie, podczas gdy popyt rośnie nieprzerwanie. Każdego roku z magazynów ubywa około 200 milionów uncji więcej, niż przybywa nowego metalu z ziemi.
  • Eksplozja popytu przemysłowego. Każdy panel fotowoltaiczny zawiera średnio 15–20 gramów srebra w pastach przewodzących, każdy nowy samochód elektryczny — od 25 do 50 gramów, a centra danych obsługujące boom AI łyk po łyku wciągają metal w stykach, przekaźnikach i bondingu chipów. Ewa Manthey z ING celnie skomentowała: „Połączenie rosnącego popytu inwestycyjnego i przemysłowego sprawia, że ten cykl jest wyjątkowy”.
  • Słabnący dolar i polityka Fed. Po październiku 2025 roku, gdy amerykański bank centralny rozpoczął cykl obniżek stóp, koszt utrzymywania nieoprocentowanych aktywów spadł. Metale szlachetne historycznie pokazują odwrotną korelację z dolarem — kiedy waluta słabnie, kruszec rośnie jak na drożdżach.
  • Geopolityka drugiej kadencji Trumpa. Wojny celne, niepewność co do niezależności Fed i rekordowe zadłużenie federalne pchnęły kapitał w stronę „twardych aktywów”. Od stycznia 2025 srebro podrożało o ponad 200 procent — kawał ruchu poszedł na konto inwestorów uciekających od papierowych obietnic.
  • Niedobór fizycznego metalu w Londynie. LBMA, londyńskie centrum rozliczeń, ma według raportu SRSrocco około 78 procent srebra zablokowane w ETF-ach (w 2019 było to 33 procent). Stopy leasingu — koszt pożyczki metalu na rynku londyńskim — w październiku 2025 skoczyły o ponad 30 procent miesiąc do miesiąca, sygnalizując, że dealerzy nie mają już z czego dostarczać.

Do tego dochodzi indyjski czynnik, którego zachód długo nie doceniał. ETF-y srebra w Indiach zwiększyły swoje pozycje w 2025 roku aż o 116 procent — do 102 milionów uncji. Indyjscy oszczędzający, tradycyjnie wybierający złoto, zaczęli kupować srebro w tempie, którego rynek londyński fizycznie nie był w stanie zaspokoić.

Polski rynek — gdy uncja kosztuje więcej niż dobra używana hulajnoga

Polskie ceny detaliczne odzwierciedlają światowy szał z pewną premią. 26 stycznia 2026 roku przy kursie dolara około 3,70 złotego uncja srebra w handlu giełdowym sięgnęła ponad 400 złotych, a sztabki kilogramowe w sieci Tavex i Mennicy Polskiej wyceniano w przedziale 14 500–15 800 złotych — zależnie od producenta i marży. Spread między ceną spot a ceną fizyczną sztabki sięgnął rekordowych 8–11 procent, podczas gdy w normalnych warunkach utrzymuje się w okolicy 3–5 procent.

Tavex w wywiadzie dla money.pl mówił o „bezprecedensowej skali zainteresowania” w styczniu 2026. Polacy, których pamięć inflacyjna sięga roku 2022 z dwucyfrową inflacją, traktują srebro jak kuzyna złota — nieco bardziej kapryśnego, ale za to taniej dostępnego. Sztabka 100-gramowa w cenie poniżej dwóch tysięcy złotych jest po prostu w zasięgu klasy średniej, czego nie można powiedzieć o uncji złota za ponad osiemnaście tysięcy.

Czy to bańka — i czy pęknie tak, jak w 1980 i 2011?

Pytanie warte trzycyfrowych pieniędzy: czy historia zatoczy koło? Argumenty „za” bańką są poważne. Steve St. Angelo z SRSrocco Report sam przyznaje, że dzisiejszy rajd „przypomina koniec bańki z 1979 roku”: dealerzy bez metalu, rosnące spready, kurcząca podaż. Spekulanci stanowią dziś około 85 procent otwartych pozycji na Comex — to poziom, który w przeszłości wieńczył hossy, nie zaczynał je. Wystarczy seria podwyżek depozytów zabezpieczających przez giełdy — dokładnie ten sam mechanizm, który ubił Huntów — i scenariusz z marca 1980 może się powtórzyć.

Po drugiej stronie barykady stoją jednak twarde dane, których nie było ani w 1980, ani w 2011. Wtedy popyt przemysłowy na srebro wynosił około 35 procent całości. Dziś to ponad 55 procent, a paneli słonecznych i serwerowni nie da się zastąpić tańszym metalem z dnia na dzień. Andrew Maguire, znany trader metali szlachetnych, w wywiadzie z listopada 2025 oceniał, że 80, a nawet 140 dolarów za uncję „przestaje być niedosiężnym celem”. HSBC podniósł średnioroczną prognozę dla 2026 do 44,50 dolara — i już dziś ta prognoza wygląda na konserwatywną o sto procent.

Sygnał ostrzegawczy nadszedł z Pekinu. Władze Chińskiej Republiki Ludowej od 1 stycznia 2026 roku zmieniły regulacje dotyczące eksportu i obrotu metalami szlachetnymi w kraju — ruch, który niektórzy analitycy interpretują jako próbę uspokojenia rynku, inni jako sygnał, że Pekin sam zaczął akumulować. Jak by nie było, w 1980 roku to właśnie ingerencja regulatora pociągnęła za sznurek. Drugi raz w historii akumulacji się powtarza — i drugi raz w historii regulator zaczyna pukać do drzwi.

Praktyczne wskazówki dla inwestora w 2026 roku

Doradztwo inwestycyjne to nie moja rola, ale kilka praktycznych obserwacji z perspektywy kogoś, kto śledzi rynek od dekady, może się przydać każdemu, kto rozważa zakup srebra w obecnych warunkach.

  1. Fizyczne kontra papierowe. Sztabki i monety bulionowe (Wiedeńskie Filharmoniki, Maple Leaf, Britannia) niosą podatek VAT 23 procent przy zakupie w Polsce, ale dają fizyczne posiadanie metalu. ETF-y typu SLV oferują ekspozycję bez VAT-u, lecz w razie napięć dostawczych — jak teraz w Londynie — istnieje ryzyko rozjazdu wyceny papierowej i fizycznej.
  2. Uśrednianie zamiast wejścia all-in. Przy zmienności sięgającej kilkudziesięciu procent miesięcznie zakup całej pozycji jednego dnia to ruletka. Strategie DCA — kupowanie stałych kwot co tydzień lub miesiąc — pozwalają złagodzić efekt złego momentu.
  3. Pamięć o korektach. Po rekordzie 2011 roku srebro spadło z 49 dolarów do 13 dolarów w ciągu pięciu lat. Nawet jeśli długoterminowy trend wzrostowy wydaje się dziś nieunikniony, korekty rzędu 30–40 procent są częścią DNA tego rynku.
  4. Dywersyfikacja. Stosunek złoto/srebro (ile uncji srebra trzeba, by kupić uncję złota) wynosił w styczniu 2026 około 46 — historycznie niski. Klasycznie portfel kruszców trzymał te dwa metale w proporcji 70 do 30 lub 80 do 20 na korzyść złota; dzisiejsze przewartościowanie srebra warto mieć z tyłu głowy.
  5. Przechowywanie. Skrytka bankowa, sejf domowy klasy minimum S1, lub zewnętrzny skarbiec (Loomis, Brink’s). Sztabka kilogramowa wyceniana na ponad 15 tysięcy złotych nie powinna leżeć w szufladzie biurka.

Inwestycja w srebro to nie jest decyzja na trzy miesiące. To gra na cykl dekadalny — i w takim horyzoncie analizować ją warto, niezależnie od tego, czy obecny rekord okaże się szczytem na lata, czy zaledwie przystankiem w drodze do 200 dolarów, o których spekuluje Todd Horwitz z bubbatrading.com.

Co dalej z białym metalem — prognozy na resztę 2026

Citi celuje w utrzymanie cen powyżej 100 dolarów przez cały pierwszy kwartał 2026, z możliwym retestem 90 dolarów w drugim kwartale, gdy część kapitału spekulacyjnego zacznie realizować zyski. HSBC przewiduje średnio 44,50 dolara na cały rok 2026 — prognoza już dziś wyglądająca na nieaktualną. Bank of America widzi „realistyczne” pasmo 80–120 dolarów, podczas gdy najbardziej agresywni analitycy z SRSrocco Report nie wykluczają 140–200 dolarów do końca roku.

Druga połowa 2026 może przynieść jeszcze ciekawszy scenariusz. Jeśli globalna gospodarka przyspieszy — a sygnały z Indii i Chin są ostrożnie optymistyczne — popyt przemysłowy na srebro może wystrzelić ponad obecne 720 milionów uncji rocznie. W tym scenariuszu metal może lepiej radzić sobie niż złoto, bo to właśnie przemysłowa noga go niesie. Z drugiej strony, każda recesja w USA uderzy w srebro mocniej niż w złoto — to wciąż metal cykliczny, a nie czysta przystań.

Historyczna granica 100 dolarów za uncję, którą pokolenia inwestorów uważały za nieosiągalny mit, padła w styczniu 2026 — i to nie w skutek manipulacji jednej rodziny, jak w 1980, ale na skutek fundamentalnej zmiany strukturalnej rynku. Dziś biały metal nie jest już kuzynem złota z gorszej strony genealogicznego drzewa; jest pełnoprawnym aktorem globalnej gry o realne aktywa, podpartym fotowoltaiką, sztuczną inteligencją i nieufnością wobec papierowych walut.

Kolejny rozdział tej historii pisze się właśnie teraz — przy każdym tickerze, każdej dostawie sztabek do Bombaju i każdej decyzji Fed. Czy 109 dolarów to szczyt, czy zaledwie przystanek na drodze do 200 dolarów? Tego nie wie nikt z całkowitą pewnością. Wiadomo natomiast, że srebro znów znalazło się w centrum uwagi finansowego świata — i tym razem nie po to, by tam mignąć i zniknąć na czterdzieści pięć lat.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *