W styczniu 2025 roku Alaksandr Łukaszenka formalnie rozpoczął siódmą kadencję prezydencką na Białorusi. Oficjalne wyniki mówiły o niemal 87 procentach poparcia, frekwencji przekraczającej 85 procent i kandydatach opozycji, którzy ledwie przekroczyli próg kilku procent. Dla wielu obserwatorów było to powtórzenie dobrze znanego scenariusza, ale dla samego Łukaszenki – kolejny rozdział w trzydziestoletniej opowieści o władzy, którą budował od czasów, gdy jako dyrektor kołchozu w Szklovie wchodził do polityki wielkiej.
Kilka miesięcy później, w sierpniu 2025 roku, w obszernym wywiadzie dla amerykańskiego magazynu Time powiedział wprost: nie planuje ubiegać się o kolejną kadencję. Podkreślił, że następca powinien prowadzić „spokojną ewolucję”, a nie rewolucyjne zrywy. Jednocześnie stanowczo zaprzeczył, jakoby przygotowywał na swoje miejsce najmłodszego syna Mikołaja. Te słowa rozeszły się szeroko, bo Łukaszenka przez dekady powtarzał podobne deklaracje, a potem i tak pozostawał u władzy. Tym razem jednak padły w momencie, gdy prezydent ma już ponad 71 lat, a wokół niego narastają pytania o zdrowie, gospodarkę i to, co będzie po nim.
Rok 2026 przyniósł kolejne sygnały, że czas nie stoi w miejscu. W maju Łukaszenka zaproponował Wołodymyrowi Zełenskiemu bezpośrednie spotkanie w sprawie relacji białorusko-ukraińskich – Ukraina odmówiła i ostrzegła przed możliwym zagrożeniem z terytorium Białorusi. W tym samym miesiącu ogłosił „kierunkową mobilizację” sił zbrojnych. W czerwcu opozycja alarmowała o tworzeniu nowych jednostek specjalnych w największych miastach, a sam prezydent zapowiedział długą delegację służbową za granicę, w tym spotkanie z Władimirem Putinem. Jednocześnie w orędziu noworocznym ogłosił 2026 Rokiem Białoruskiej Kobiety. Te pozornie rozproszone wydarzenia tworzą spójny obraz człowieka, który wciąż mocno trzyma ster, ale coraz wyraźniej czuje wiatr zmian.
Co z Łukaszenką po wyborach 2025 roku
Siódma kadencja zaczęła się od typowego dla Łukaszenki miksu twardej retoryki i praktycznych działań. Już na początku 2026 roku, podczas spotkania z rządem, zażądał natychmiastowego zatrzymania spadku produkcji przemysłowej i redukcji zapasów magazynowych. Dane Belstatu pokazały, że w styczniu 2026 gospodarka skurczyła się o około 1 procent rok do roku, a produkcja przemysłowa w pierwszych miesiącach spadła o kilka procent. Łukaszenka reagował po swojemu – osobiście wizytował przedsiębiorstwa, wydawał polecenia i publicznie krytykował ministrów. Ten styl rządzenia – bezpośredni, wymagający, czasem teatralny – towarzyszy mu od 1994 roku i do dziś pozostaje jednym z filarów jego legitymizacji wśród części społeczeństwa, zwłaszcza na prowincji.
Jednocześnie nie zaniedbywał wizerunku międzynarodowego. W lutym 2026 ponownie poleciał do Moskwy, spotkał się z Putinem i uczestniczył w posiedzeniu Najwyższej Rady Państwa Związkowego. Podkreślał konieczność wspólnego reagowania na wyzwania, wspominał o rozmieszczeniu systemów rakietowych i traktacie o gwarancjach bezpieczeństwa. Dla wielu analityków było to potwierdzenie głębokiej integracji z Rosją – militarnej, gospodarczej i politycznej. Białoruś dostarcza Rosji platformę logistyczną i polityczną, a w zamian otrzymuje ropę, gaz po preferencyjnych cenach i ochronę przed całkowitą izolacją.
Sygnały pożegnania czy taktyczny blef?
Deklaracja z wywiadu dla Time z sierpnia 2025 roku wciąż budzi najwięcej emocji. Łukaszenka powiedział wtedy, że nie planuje startu w kolejnych wyborach i że następca powinien „nie zepsuć niczego od razu”. Dodał, że Mikołaj – dziś dwudziestojednolatek – nie jest przygotowywany do roli dziedzica. Te słowa kontrastowały z wieloletnią praktyką, w której synowie Łukaszenki (szczególnie najmłodszy) pojawiali się na paradach, wizytach zagranicznych i spotkaniach z przywódcami światowymi. Mikołaj towarzyszył ojcu m.in. w Chinach podczas defilad wojskowych, a starsi bracia zajmują stanowiska w biznesie i sporcie.
W praktyce Łukaszenka nadal zachowuje się jak człowiek, który nie zamierza oddać steru z dnia na dzień. Tworzy nowe struktury siłowe, wydaje rozkazy mobilizacyjne i osobiście nadzoruje inspekcje armii. Jednocześnie wysyła sygnały otwarcia – propozycja spotkania z Zełenskim, retoryka wielowektorowości, rozmowy z przedstawicielami różnych stron. To klasyczny dla niego styl: twardy rdzeń władzy przy jednoczesnym testowaniu możliwości manewru. Wielu ekspertów ocenia, że deklaracja o odejściu może być zarówno szczera (ze względu na wiek i zdrowie), jak i elementem gry – mającym uspokoić elity, zyskać czas lub wywrzeć presję na Moskwę.
Zdrowie prezydenta – między plotkami a rzeczywistością
Temat zdrowia Łukaszenki powraca regularnie od kilku lat. W 2023 roku podczas parady w Moskwie był wyraźnie osłabiony, z zabandażowaną ręką i problemami z poruszaniem się. Rok później, podczas szczytu w Kazachstanie, media pokazywały go blade go i niestabilnego. Były ambasador Białorusi w Polsce Paweł Łatuszka mówił o problemach z cukrzycą, stawami, kręgosłupem i drżeniem głowy. Część źródeł wspominała o objawach parkinsonizmu, które udało się na pewien czas stłumić lekami.
W 2026 roku oficjalna propaganda pokazuje aktywnego prezydenta – wizytującego fabryki, spotykającego się z Putinem, ogłaszającego mobilizację. Nie pojawiły się tak dramatyczne publiczne incydenty jak w poprzednich latach. Jednocześnie w czerwcu Łukaszenka zapowiedział „długą delegację służbową” za granicę, co w przeszłości bywało eufemizmem dla wyjazdów leczniczych (m.in. do ZEA czy Omanu). Sam prezydent czasem żartuje ze zdrowia – radził Białorusinom chodzić boso, bo „nie zachorują”. To charakterystyczne dla jego stylu: łączy wizerunek twardego mężczyzny z prowincjonalną mądrością życiową.
Prawda najprawdopodobniej leży pośrodku. Łukaszenka ma 71 lat, przez dekady pracował pod ogromnym stresem i prowadził intensywny tryb życia (hokej, polowania, długie godziny pracy). Chroniczne dolegliwości – stawy, kręgosłup, możliwe problemy metaboliczne lub neurologiczne – są realne i zarządzane, ale nie zniknęły. Dla systemu politycznego Białorusi oznacza to jedno: pytanie o sukcesję nie jest już teoretyczne.
Balans między Moskwą a resztą świata
Łukaszenka od lat powtarza, że Białoruś prowadzi politykę wielowektorową – „to leży w naszym interesie, wynika to z życia”. W praktyce oznacza to głębokie uzależnienie od Rosji przy jednoczesnych próbach zachowania choćby symbolicznej niezależności. Sankcje zachodnie po 2020 i 2022 roku mocno uderzyły w gospodarkę. Eksport do Unii spadł o około 85 procent, rynek ukraiński zniknął całkowicie. Rosja stała się dominującym partnerem, ale i ona nie zawsze jest w stanie w pełni zrekompensować straty – problemy z logistyką przez rosyjskie porty, ataki na infrastrukturę i własne priorytety wojenne Moskwy ograniczają możliwości.
W 2026 roku Łukaszenka nadal testuje granice. Propozycja spotkania z Zełenskim, nawet jeśli odrzucona, była sygnałem skierowanym zarówno do Ukrainy, jak i do Zachodu. Jednocześnie rozbudowuje jednostki do tłumienia protestów i ogłasza mobilizację „kierunkową”. Dla Polski i Litwy oznacza to utrzymujące się napięcie na granicy – hybrydowe zagrożenia, presja migracyjna i możliwość użycia terytorium Białorusi w szerszym konflikcie. Łukaszenka ostrzega sąsiadów: „Niech Bóg ich broni przed podjęciem agresji wobec Białorusi”. To jednocześnie groźba i zaproszenie do dialogu na własnych warunkach.
Gospodarka w cieniu sankcji – liczby i codzienne życie
Dane makroekonomiczne za 2025 i początek 2026 roku są jednoznaczne. Wzrost PKB w 2025 wyniósł około 1,3 procent zamiast planowanych 4 procent. Produkcja przemysłowa w pierwszych miesiącach 2026 spadła o 3,7 procent, przetwórstwo o 7 procent. Zapasy w magazynach rosną, eksport wykazuje tendencję spadkową. Łukaszenka osobiście domaga się „zatrzymania spadku” i redukcji zapasów – klasyczna reakcja człowieka przyzwyczajonego do ręcznego sterowania gospodarką.
Dla zwykłych Białorusinów skutki są odczuwalne na co dzień. Inflacja zjada oszczędności, dostęp do zachodnich towarów i technologii jest ograniczony, młodzi wyjeżdżają za pracą i lepszym życiem. Reżim odpowiada propagandą sukcesu, programami wsparcia dla kobiet (Rok Białoruskiej Kobiety) i narracją o „spokojnym kraju” w przeciwieństwie do „chaosu” na Zachodzie. Jednocześnie utrzymuje system represji – nowe jednostki specjalne w miastach, kontrola mediów, ograniczona przestrzeń dla niezależnych inicjatyw.
Wojskowe przygotowania i lekcje z Ukrainy
Inspekcje armii pod osobistym nadzorem Łukaszenki na początku 2026 roku miały charakter bezprecedentsowy. Prezydent sprawdzał gotowość bojową, dostęp do sprzętu, w tym systemów przeciwlotniczych. Wyciągał wnioski z wojny w Ukrainie – znaczenie dronów, elektroniki, logistyki, odporności na sankcje. Jednocześnie Białoruś pozostaje kluczowym sojusznikiem Rosji: zapewnia zaplecze, ćwiczenia wspólne, możliwość przerzutu wojsk.
Dla sąsiadów, w tym Polski, oznacza to realne ryzyko. Rozbudowa infrastruktury wojskowej w obwodzie homelskim, tworzenie nowych jednostek, retoryka o „zagrożeniu z NATO” – wszystko to buduje obraz kraju przygotowującego się do obrony, ale też zdolnego do działań ofensywnych lub hybrydowych. Łukaszenka powtarza, że Białoruś nie planuje agresji, ale jest gotowa „wyrządzić niewyobrażalne szkody” w razie ataku.
Kto po nim? Scenariusze sukcesji
Pytanie o następcę pozostaje otwarte. Oficjalnie Łukaszenka zaprzecza przygotowywaniu syna. W praktyce rodzina zajmuje ważne pozycje w biznesie, sporcie i administracji. Inne scenariusze obejmują:
- Przekazanie władzy zaufanemu członkowi elity (np. z kręgów siłowych lub gospodarczych) przy zachowaniu wpływu Łukaszenki jako „ojca narodu”.
- Silniejszy wpływ Moskwy – kandydat akceptowalny dla Putina, gwarantujący kontynuację integracji.
- Scenariusz „ewolucyjny” – stopniowe otwieranie systemu, częściowa liberalizacja, ale bez utraty kontroli.
- Kryzysowy – nagłe odejście ze względu na zdrowie, walka o władzę wewnątrz elit, możliwe zamieszki lub interwencja zewnętrzna.
Cichanouska i opozycja emigracyjna mówią wprost: odejście Łukaszenki jest nieuniknione, także ze względu na stan zdrowia. Reżim przygotowuje się na różne warianty – stąd nowe jednostki do tłumienia protestów i militaryzacja narracji.
Co to oznacza dla Polski i regionu
Dla Polski Białoruś pod Łukaszenką pozostaje trudnym sąsiadem. Z jednej strony zamknięta granica, hybrydowe ataki, wsparcie dla rosyjskiej agresji na Ukrainę. Z drugiej – potencjalna możliwość dialogu, jeśli Łukaszenka zdecyduje się na choćby częściową normalizację relacji z Zachodem. Polska musi balansować między twardą polityką sankcyjną a realistyczną oceną zagrożeń bezpieczeństwa. W 2026 roku nic nie wskazuje na szybką zmianę – Łukaszenka wciąż lawiruje, a system, który stworzył, ma mechanizmy przetrwania.
Alaksandr Łukaszenka w połowie 2026 roku to wciąż ten sam człowiek, który od 1994 roku rządzi Białorusią: charyzmatyczny dla swoich zwolenników, cyniczny dla krytyków, pragmatyczny w relacjach z Moskwą i nieprzewidywalny dla reszty świata. Zdrowie, wiek i presja zewnętrzna sprawiają, że pytanie „co z Łukaszenką” nabiera nowego wymiaru. Odpowiedź nie jest prosta – to mieszanka żelaznej woli utrzymania władzy, zmęczenia materiału i świadomości, że czas działa przeciwko niemu. Kolejne miesiące i lata pokażą, czy zdoła przeprowadzić Białoruś przez ten okres bez większych wstrząsów, czy też historia przyspieszy w sposób, którego dziś nikt nie jest w stanie w pełni przewidzieć.