Prezydent Wrocławia Jacek Sutryk nigdy nie był formalnym członkiem żadnej partii politycznej, choć od początku swojej kariery samorządowej funkcjonuje na styku kilku środowisk. W 2018 roku wystartował przy poparciu Koalicji Obywatelskiej oraz SLD, a w 2024 zwyciężył już z własnego komitetu — KWW Jacek Sutryk Lewica i Samorządowcy — przy oficjalnym wsparciu Platformy Obywatelskiej i Nowej Lewicy.
Jest też współtwórcą i wiceprezesem stowarzyszenia „Ruch Samorządowy TAK! Dla Polski” oraz prezesem zarządu stowarzyszenia „Dolny Śląsk – Wspólna Sprawa”. Te organizacje to nie partie, tylko platformy współpracy samorządowców. Sutryk konsekwentnie buduje swój wizerunek jako gospodarz miasta, a nie polityk barw partyjnych — choć od listopada 2025 roku jego nazwisko nierozerwalnie łączy się z aktem oskarżenia w aferze Collegium Humanum.
Bezpartyjny prezydent w mieście pełnym koalicji
Wrocławski ratusz od końca 2018 roku rządzi się logiką, którą trudno zamknąć w jednej etykietce. Sutryk usiadł w fotelu prezydenta po Rafale Dutkiewiczu, który dwie dekady wcześniej wyznaczył wrocławski wzorzec: skuteczny menedżer miasta ponad podziałami. Sutryk tę linię odziedziczył, choć z bagażem zupełnie innych sojuszy — w 2018 r. wsparła go zarówno Koalicja Obywatelska, jak i SLD oraz środowisko Dutkiewicza. Wygrał wówczas w pierwszej turze z wynikiem ponad 50 procent.
Sześć lat później układ się posypał, a potem ułożył od nowa. PO długo wahała się, czy wystawić własnego kandydata — najpoważniej brano pod uwagę Michała Jarosa, szefa dolnośląskich struktur partii. Ostatecznie Donald Tusk osobiście ogłosił poparcie dla urzędującego prezydenta. Sutryk wystartował z komitetu wyborczego pod własnym nazwiskiem i zgarnął w drugiej turze 68,29 procent głosów, pokonując Izabelę Bodnar z Trzeciej Drogi.
Skąd właściwie wziął się ten samorządowiec
Zanim Sutryk został twarzą Wrocławia, przez lata pracował jako urzędnik średniego szczebla i działacz organizacji pozarządowych. Urodził się we Wrocławiu 17 września 1978 roku, skończył socjologię na Uniwersytecie Wrocławskim, a pierwsze duże stanowisko objął jako dyrektor warszawskiej Wspólnoty Roboczej Związków Organizacji Socjalnych (WRZOS). Później wrócił do rodzinnego miasta i pracował w magistracie za Dutkiewicza — między innymi jako dyrektor Departamentu Spraw Społecznych.
Z tego doświadczenia wyrasta jego polityczna estetyka. Sutryk lubi mówić o mieście jak menedżer, który zna kosztorysy, ale wplata w to język wartości miejskich: różnorodność, integracja, jakość przestrzeni publicznej. Stąd jego naturalne miejsce w stowarzyszeniach skupiających prezydentów dużych miast — Związku Miast Polskich, Unii Metropolii Polskich, a od 2024 roku także na czele Związku Miast Polskich, do którego został wybrany w czerwcu tamtego roku.
Ruch Samorządowy TAK! Dla Polski — alternatywa dla partii
Najczęstsza odpowiedź na pytanie „w jakiej partii jest Sutryk” brzmi: w żadnej. Ale jeśli ktoś pyta o jego polityczne otoczenie, trzeba wymienić jedną organizację — „Ruch Samorządowy TAK! Dla Polski”. To stowarzyszenie powstało w Poznaniu w grudniu 2021 roku jako odpowiedź włodarzy miast na — jak to nazywali — „postępującą destrukcję samorządu” w czasach rządu PiS. Sutryk został jego wiceprezesem, a liderem został Jacek Karnowski, ówczesny prezydent Sopotu.
To nie była partia w sensie ustawowym. To raczej polityczny związek zawodowy prezydentów, burmistrzów i wójtów, który skupił w szczytowym momencie ponad 800 samorządowców. W kampanii parlamentarnej 2023 roku ruch otwarcie agitował za kandydatami Koalicji Obywatelskiej i Paktu Senackiego, a jednocześnie ostro spierał się z Bezpartyjnymi Samorządowcami — tu warto przypomnieć, że Sąd Okręgowy w Legnicy nakazał stowarzyszeniu Sutryka i Karnowskiego przeprosiny za sugerowanie, że Bezpartyjnych finansuje PiS. To pokazuje pewien paradoks: politycy bezpartyjni potrafią się okładać równie ostro jak partyjni.
Równolegle Sutryk od 2021 roku jest prezesem zarządu stowarzyszenia „Dolny Śląsk – Wspólna Sprawa” z siedzibą w Dzierżoniowie, które miało regionalnie skupiać samorządowców niezależnych od partyjnych central.
Tabela: polityczne afiliacje Jacka Sutryka w poszczególnych wyborach
Ponieważ historia jego startów może wprowadzać w błąd, najprościej zestawić ją w jednym miejscu.
| Rok | Komitet wyborczy | Poparcie partyjne | Wynik |
|---|---|---|---|
| 2018 | KKW Platforma.Nowoczesna Koalicja Obywatelska | PO, Nowoczesna, SLD, środowisko Dutkiewicza | 50,2% w I turze — zwycięstwo |
| 2024 | KWW Jacek Sutryk Lewica i Samorządowcy | Platforma Obywatelska, Nowa Lewica (Razem się zdystansowała) | 34,33% w I turze, 68,29% w II turze — reelekcja |
| 2024 (rada miejska) | KWW Jacek Sutryk Lewica i Samorządowcy, okręg 4 | jak wyżej | 2822 głosy, mandat radnego |
Źródła danych: Państwowa Komisja Wyborcza (wybory.gov.pl), portalsamorzadowy.pl.
Z tabeli widać jedną rzecz, która umyka w gorączce medialnych komentarzy — Sutryk nie kandydował nigdy „z listy PO” w klasycznym sensie. W 2018 roku startował z koalicyjnego komitetu wyborczego, a w 2024 z własnego, autorskiego ugrupowania. Partia była zawsze sponsorem, nigdy zarządem kampanii.
Lewica, PO i delikatna chemia wrocławskiej koalicji
Po wyborach 2024 we wrocławskiej radzie miejskiej Koalicja Obywatelska ma dwadzieścia mandatów na trzydzieści siedem — to zdecydowana większość. Klub współpracuje z prezydentem, choć stosunki bywają napięte. W czerwcu 2025 r. sąd koleżeński PO wyrzucił z partii Renatę Granowską, wiceprezydent Wrocławia z ramienia Platformy. Sutryk wówczas publicznie ubolewał nad sposobem podjęcia tej decyzji i zapowiedział, że dymisji wiceprezydentki na żądanie PO nie zrobi. Komentarz, który padł z jego ust, brzmiał: „Nie lubię, jak ktoś mi grozi”.
Drugą nogą wrocławskiej układanki jest Nowa Lewica, która formalnie wsparła Sutryka w 2024 r. To wsparcie nie obejmowało jednak Partii Razem — politycy tego ugrupowania publicznie zdystansowali się od jego kandydatury, sygnalizując zastrzeżenia wobec stylu zarządzania miastem.
Akt oskarżenia w sprawie Collegium Humanum — nowy kontekst
Pytanie o partyjną przynależność Sutryka w 2026 roku ma jeszcze jeden, dramatyczny wymiar. W listopadzie 2025 roku Prokuratura Krajowa skierowała do Sądu Okręgowego w Katowicach pierwszy akt oskarżenia w aferze Collegium Humanum — uczelni, której rektor Paweł Cz. miał sprzedawać dyplomy MBA otwierające drogę do rad nadzorczych spółek Skarbu Państwa. Wśród 29 oskarżonych znalazł się prezydent Wrocławia.
Sutrykowi postawiono cztery zarzuty: trzy dotyczące oszustwa i jeden o charakterze korupcyjnym. Według prokuratury miał on uzyskać dyplom MBA bez faktycznego odbycia studiów, a w zamian były rektor Collegium Humanum miał otrzymać funkcję w radzie programowej Wrocławskiego Parku Technologicznego oraz wynagrodzenie ok. 75 tys. zł za fikcyjne usługi doradcze. Dyplom z kolei miał umożliwić Sutrykowi zasiadanie w radach nadzorczych spółek samorządowych i osiągnięcie z tego tytułu wynagrodzenia bliskiego pół miliona złotych.
Sam Sutryk zarzutom konsekwentnie zaprzecza. „Nie zgadzam się z zarzutami. Nic się w tej sprawie nie zmieniło. Będę bronić się w sądzie” — powiedział w rozmowie z money.pl po publikacji aktu oskarżenia w listopadzie 2025 roku. Co istotne z punktu widzenia pytania o partyjną afiliację: ani PO, ani Nowa Lewica nie wycofały oficjalnie poparcia dla prezydenta po skierowaniu sprawy do sądu, choć w kuluarach napięcie jest wyraźne.
Czemu kwestia partii Sutryka tak ludzi nurkuje
Wyborcy szukają jasnych etykiet. Polityka samorządowa lubi je rozmywać. We Wrocławiu mamy klasyczny przypadek prezydenta, który stworzył sobie pozycję ponad partiami, ale od nich realnie zależy — i któremu te partie też są potrzebne. Stąd pojawia się szereg powtarzających się pytań.
- Czy Sutryk to człowiek PO? Formalnie nie, choć w obu kampaniach miał oficjalne poparcie Platformy. Konflikty z lokalnymi działaczami pokazują, że nie traktuje się jak posłuszny szeregowiec partii.
- Czy to człowiek Lewicy? W kampanii 2024 Nowa Lewica go poparła, a komitet w nazwie ma słowo „Lewica”. Ale on sam ani razu nie zadeklarował przynależności do Lewicy, a Razem otwarcie się od niego dystansuje.
- A może to lider własnego ruchu? Najbliżej tu prawdy. Stowarzyszenie „TAK! Dla Polski” oraz „Dolny Śląsk – Wspólna Sprawa” to jego polityczne zaplecze ideowo-organizacyjne, a nie formalna partia.
- Czy może wystartować w wyborach krajowych z konkretnej listy? Teoretycznie tak — wielu prezydentów miast tak właśnie robi. W praktyce dopóki toczy się sprawa karna, taki ruch byłby politycznym ryzykiem, a partie kalkulują kosztowność takiego sojusznika.
To pokazuje, jak elastyczna może być pozycja samorządowca, który nie podpisał deklaracji członkowskiej żadnej partii. Daje to swobodę negocjowania z każdą stroną osobno — ale w momentach kryzysowych brakuje partyjnej tarczy ochronnej.
Sutryk w szerszym krajobrazie samorządowym
Bezpartyjność prezydentów dużych miast to w Polsce zjawisko coraz częstsze. Z mojego obserwowania polskiej sceny samorządowej przez lata wyłania się prawidłowość: im większe miasto, tym częściej jego włodarz albo wcale nie ma legitymacji partyjnej, albo trzyma ją głęboko w szufladzie. Aleksandra Dulkiewicz w Gdańsku, Konrad Fijołek w Rzeszowie, Jacek Karnowski w Sopocie (do 2023 r.), Hanna Zdanowska w Łodzi — każdy ma własną historię relacji z partiami, ale wszystkich łączy ten sam mechanizm.
Wyborcy w wielkich miastach głosują w kategoriach „kto poprowadzi nam tramwaje, zatrzyma deweloperów i ogarnie szkoły”, a nie „za kim stoi Tusk, a za kim Kaczyński”. W tym sensie Sutryk wpisuje się w model, który Dutkiewicz pielęgnował we Wrocławiu od początku lat dwutysięcznych.
Co dalej z polityczną przyszłością Sutryka
Druga kadencja prezydenta Wrocławia kończy się w 2029 roku. Do tego czasu sprawa w sądzie w Katowicach najpewniej znajdzie jakiś finał — albo wyrok skazujący, albo uniewinniający, albo długi proces apelacyjny. Każdy z tych scenariuszy ma inne konsekwencje dla pytania, do jakiej partii Sutryk „należy”.
Jeśli sąd go oczyści, partyjne sojusze zostaną prawdopodobnie utrzymane, a Sutryk wzmocni narrację „nigdy nie należałem do żadnej partii i widzicie, że to chroni przed politycznym linczaniem”. Jeśli zostanie skazany prawomocnie — odpowiedź na pytanie o partię stanie się akademicka, bo wraz z mandatem prezydenta straci całe znaczenie. A jeśli proces będzie się ciągnął latami, układ między nim a Platformą i Lewicą pozostanie tym, czym jest dziś: kruchym mariażem opartym na wzajemnym braku alternatywy.
W każdej z tych scenografii jedna rzecz pozostanie aktualna. Sutryk nigdy nie miał legitymacji partyjnej i prawdopodobnie nigdy nie będzie miał. Jego polityczna marka jest osobista, a partia to dla niego od początku raczej narzędzie niż tożsamość — co w polskiej polityce samorządowej okazuje się modelem, który wciąż przyciąga zarówno wyborców, jak i zwolenników po stronie Wisły, gdzie zmęczenie politycznymi etykietami sięga sufitu.