Wyniki najnowszego badania opinii publicznej pokazują, że Prawo i Sprawiedliwość utrzymuje się na drugiej pozycji z poparciem na poziomie 26,66 procent. Koalicja Obywatelska nadal prowadzi, choć jej przewaga nad PiS wynosi nieco ponad sześć punktów procentowych i ulega stopniowemu zmniejszeniu. Jednocześnie rosną notowania ugrupowań prawicowych, co tworzy nietypowy układ sił, w którym arytmetyka mandatów może faworyzować opozycję mimo przegranej w głosach powszechnych.
Te dane odzwierciedlają głęboką polaryzację polskiego społeczeństwa oraz trudności, z jakimi mierzy się obecnie obóz rządzący. PiS zachowuje lojalną bazę wyborców, ale jednocześnie musi mierzyć się z rosnącą konkurencją na własnej stronie sceny politycznej. Sytuacja przypomina szachownicę, na której figury przesuwają się w sposób, który nie zawsze pokrywa się z popularnymi narracjami o nieuchronnym zwycięstwie jednej ze stron.
Badanie Instytutu Badań Pollster dla „Super Expressu”, przeprowadzone w dniach 28–29 maja 2026 roku metodą CAWI na reprezentatywnej próbie 1057 dorosłych Polaków, przynosi konkretne liczby, które warto przeanalizować w szerszym kontekście.
Wyniki najnowszego sondażu Pollster – kto wchodzi do Sejmu
Najnowsze pomiary układają partie w następującej kolejności:
| Partia / ugrupowanie | Poparcie | Zmiana wobec poprzedniego badania |
|---|---|---|
| Koalicja Obywatelska | 32,98% | spadek o ok. 2,8 pkt proc. |
| Prawo i Sprawiedliwość | 26,66% | lekki spadek / stabilizacja |
| Konfederacja | 13,3% | wzrost o ok. 1,6 pkt proc. |
| Lewica | 7,8% | wzrost o ok. 0,6 pkt proc. |
| Konfederacja Korony Polskiej (Grzegorz Braun) | 7,0% | wzrost o ok. 1,5 pkt proc. |
| Partia Razem | 4,8% | – |
| Polskie Stronnictwo Ludowe | 4,3% | – |
| Polska 2050 | 2,7% | – |
Do Sejmu weszłoby pięć ugrupowań. Konfederacja Korony Polskiej Grzegorza Brauna z wynikiem 7 procent przekracza próg wyborczy, podobnie jak Lewica. Partie tworzące dawniej koalicję 15 października – poza KO – w większości znajdują się poniżej pięcioprocentowej granicy. To oznacza, że głosy oddane na mniejsze formacje centrum i lewicy w praktyce przepadają i są rozdzielane między większe komitety zgodnie z metodą d’Hondta.
Próg wyborczy działa jak sito – partie, które go nie przekraczają, nie tylko tracą własne szanse, ale wzmacniają te większe. W praktyce daje to premię dla bloków, które potrafią zebrać więcej głosów ponad minimum.
Jak zmieniało się poparcie dla PiS w 2026 roku
Wiosna 2026 roku przyniosła wyraźne wahania. W kwietniowym badaniu CBOS Prawo i Sprawiedliwość osiągnęło historycznie niski wynik na poziomie 18,2 procent. To był moment, w którym wielu komentatorów mówiło o trwałym osłabieniu partii po utracie władzy w 2023 roku. Jednak już w majowych pomiarach IBRiS dla „Rzeczpospolitej” PiS odbiło się do 25,4 procent, a w ostatnim sondażu Pollster utrzymało się w okolicach 26,7 procent.
Ten ruch w górę o kilka punktów w ciągu kilku tygodni pokazuje, że baza wyborcza PiS pozostaje zaskakująco odporna. Partia nie traci masowo na rzecz Konfederacji, choć ta druga rośnie. Zamiast tego obserwujemy powolne przesuwanie się części niezdecydowanych lub dawnych wyborców KO w stronę opozycji lub całkowitego wycofania się z deklaracji.
Porównując dane z kilku pracowni, widać pewien wzorzec: PiS oscyluje w przedziale 23–27 procent w większości badań majowych, podczas gdy KO powoli oddaje punkty. Różnica między liderem a drugim miejscem zmniejszyła się z około 9–10 punktów na początku maja do nieco ponad 6 punktów pod koniec miesiąca.
Prawicowy blok w natarciu – Konfederacja i ugrupowanie Brauna
Najciekawszym zjawiskiem ostatnich tygodni jest równoczesny wzrost obu ugrupowań prawicowych. Konfederacja osiągnęła 13,3 procent, a Konfederacja Korony Polskiej Grzegorza Brauna – 7 procent. Razem dają one prawicy ponad 20 procent poparcia, co w połączeniu z wynikiem PiS tworzy blok potencjalnie silniejszy niż jakakolwiek koalicja po stronie rządzącej.
To nie jest jednak proste dodawanie. Konfederacja Sławomira Mentzena i Krzysztofa Bosaka reprezentuje mieszankę wolnościowego gospodarczo i narodowo-konserwatywnego elektoratu. Ugrupowanie Brauna przyciąga bardziej radykalnych, tradycyjnych wyborców, często rozczarowanych kompromisami PiS z poprzednich lat. Różnice programowe – zwłaszcza w kwestiach gospodarczych i stosunku do instytucji międzynarodowych – pozostają wyraźne.
Mimo to arytmetyka parlamentarna działa na korzyść porozumienia. W symulacjach opartych na podobnych wynikach PiS wraz z dwiema Konfederacjami mógłby liczyć na 232–245 mandatów. To wystarczy do utworzenia rządu, choć wymagałoby przezwyciężenia poważnych różnic ideowych i osobistych animozji.
Scenariusze koalicyjne i arytmetyka mandatów
Gdyby wybory odbyły się w najbliższą niedzielę, Koalicja Obywatelska najprawdopodobniej uzyskałaby najwięcej mandatów – szacunkowo około 190–210. W parze z Lewicą dawałoby to jednak tylko 215–228 miejsc. Brakowałoby kilku głosów do większości 231 mandatów.
Po drugiej stronie PiS z wynikiem około 140–145 mandatów plus Konfederacja (ok. 50–55) i KKP (ok. 35–43) tworzyłyby blok zdolny do przejęcia władzy. Kluczowe staje się więc pytanie, czy Jarosław Kaczyński zdecyduje się na tak szerokie porozumienie z siłami, które jeszcze niedawno były traktowane jako rywale lub nawet zagrożenie dla tradycyjnego elektoratu PiS.
Dla wielu wyborców prawicy taka koalicja oznaczałaby realizację części postulatów w zakresie bezpieczeństwa, polityki historycznej czy stosunku do Brukseli. Dla innych – ryzyko rozmyciu tożsamości PiS i utraty części umiarkowanego elektoratu.
Co kryje się za liczbami – czynniki kształtujące preferencje
Za suchymi procentami stoją konkretne procesy społeczne. Część wyborców PiS pozostaje lojalna wobec partii, która w latach 2015–2023 wprowadziła programy społeczne odczuwalne w codziennym budżecie rodzin. Nawet jeśli krytykują niektóre decyzje personalne czy styl komunikacji, nie widzą alternatywy po drugiej stronie.
Z drugiej strony rosnąca popularność Konfederacji i Brauna pokazuje, że część prawicowego elektoratu szuka bardziej radykalnego języka w sprawach migracji, suwerenności energetycznej czy krytyki instytucji unijnych. Nie chodzi wyłącznie o protest – to często świadomy wybór opcji, która wydaje się mniej skompromitowana kompromisami władzy.
Na notowania wpływa też bieżąca sytuacja gospodarcza i międzynarodowa. Majowe doniesienia o możliwych zmianach w obecności wojsk amerykańskich w Polsce oraz dyskusje wokół relacji z administracją amerykańską odbiły się echem w sondażach. Wyborcy wrażliwi na kwestie bezpieczeństwa narodowego reagują na takie sygnały szybciej niż na wewnętrzne spory koalicyjne.
Niezdecydowani i osoby deklarujące niską frekwencję stanowią dodatkowy bufor. W badaniach często pojawia się 5–6 procent respondentów bez jasnej deklaracji oraz niska gotowość do udziału w wyborach na poziomie 55–60 procent. To właśnie te grupy mogą przesądzić o ostatecznym wyniku, jeśli mobilizacja jednej ze stron okaże się skuteczniejsza.
Perspektywy dla PiS i całej sceny politycznej
Najnowszy sondaż nie daje PiS automatycznego powrotu do władzy, ale pokazuje, że partia nie jest skazana na powolne schodzenie ze sceny. Utrzymanie wyniku powyżej 25 procent przy jednoczesnym wzroście sojuszników z prawej strony tworzy realną ścieżkę do większości parlamentarnej w 2027 roku – pod warunkiem zbudowania wiarygodnego porozumienia programowego.
Dla przeciwników PiS sytuacja jest równie niekomfortowa. Prowadzenie w sondażach nie przekłada się automatycznie na możliwość rządzenia, jeśli koalicjanci nie przekraczają progu. To przypomina sytuację z poprzednich cykli wyborczych, w których fragmentacja jednego obozu decydowała o wyniku bardziej niż różnica w głosach powszechnych.
Polska polityka w połowie 2026 roku pozostaje grą o wysokiej stawce, w której każdy punkt procentowy i każdy mandat ma znaczenie. Najnowsze liczby nie zamykają żadnego scenariusza – ani szybkiego powrotu prawicy do rządzenia, ani dalszego utrzymania władzy przez obecną koalicję. Pokazują natomiast, że polaryzacja nie słabnie, a wyborcy nadal szukają siły, która najlepiej odpowie na ich codzienne obawy i długoterminowe aspiracje.