Władimir Putin i Kim Dzong Un zbudowali w ciągu kilku lat jeden z najbardziej pragmatycznych i jednocześnie ryzykownych sojuszy współczesnego świata. Ich relacja, jeszcze niedawno luźna i sporadyczna, przerodziła się w ścisłe partnerstwo wojskowo-polityczne, w którym dostawy amunicji, technologia rakietowa i żywi żołnierze płyną w jedną stronę, a wsparcie polityczne, żywność oraz legitymizacja międzynarodowa wracają w drugą. Ten układ nie jest owocem ideologicznej przyjaźni, lecz chłodnej kalkulacji dwóch reżimów walczących z międzynarodową izolacją.
Kluczowym momentem stał się czerwiec 2024 roku, kiedy w Pjongjangu podpisano Traktat o Kompleksowym Partnerstwie Strategicznym. Dokument przywraca elementy zimnowojennego sojuszu z 1961 roku i zawiera klauzulę o wzajemnej pomocy militarnej w razie „zbrojnej inwazji”. Od tamtej pory Korea Północna stała się jednym z głównych dostawców artylerii i rakiet balistycznych dla armii rosyjskiej walczącej na Ukrainie, a także wysłała tysiące własnych żołnierzy na front, w tym do walk w obwodzie kurskim.
Sojusz ten nie tylko przedłuża wojnę na Ukrainie, ale też zmienia układ sił w Azji Północno-Wschodniej. Seul, Tokio i Waszyngton obserwują z niepokojem, jak dwa autorytarne państwa wymieniają się doświadczeniami bojowymi, technologią i zasobami ludzkimi. Zrozumienie mechanizmów tej relacji pomaga pojąć, jak reżimy radzą sobie w warunkach sankcji i jakie niesie to długoterminowe konsekwencje dla stabilności regionalnej i globalnej.
Spotkania na szczycie – chronologia zwrotu
Pierwsze oficjalne spotkanie Władimira Putina i Kim Dzong Una odbyło się 25 kwietnia 2019 roku we Władywostoku. Ówczesny kontekst był zupełnie inny – Kim szukał pomocy w rozmowach z Donaldem Trumpem, a Putin starał się pokazać, że Rosja wciąż liczy się w Azji. Rozmowy trwały kilka godzin na terenie uniwersytetu, padły deklaracje o chęci rozwoju stosunków, ale nie podpisano żadnych konkretnych umów militarnych. Spotkanie miało charakter bardziej symboliczny niż przełomowy.
Cztery lata później, we wrześniu 2023 roku, Kim Jong Un przyjechał pociągiem pancernym do Rosji – była to jego pierwsza zagraniczna podróż od początku pandemii. Gospodarz oprowadził gościa po kosmodromie Wostocznyj, pokazując rakiety nośne i infrastrukturę kosmiczną. Rozmawiano o możliwościach wysłania północnokoreańskich astronautów w przestrzeń kosmiczną oraz o sytuacji międzynarodowej. Już wtedy dało się wyczuć, że wojna na Ukrainie zmieniła priorytety Moskwy – Rosja potrzebowała partnerów gotowych dostarczać broń mimo sankcji.
Prawdziwy przełom nastąpił 19 czerwca 2024 roku w Pjongjangu. Putin po raz pierwszy od 2000 roku odwiedził Koreę Północną. Powitanie było huczne – czerwony dywan, honorowa warta, flagi obu państw na budynkach placu Kim Ir Sena. Tego samego dnia podpisano wspomniany traktat. Putin nazwał go „przełomowym dokumentem”, a Kim – „najsilniejszym traktatem w historii”. Kilka miesięcy później, we wrześniu 2025 roku, obaj przywódcy spotkali się ponownie w Pekinie na marginesie chińskiej parady wojskowej z okazji 80. rocznicy zakończenia II wojny światowej w Azji. Po ceremonii wsiedli do jednego samochodu i odbyli dwugodzinną rozmowę w rezydencji Diaoyutai. Kim potwierdził gotowość bezwarunkowego wspierania polityki Kremla.
W 2026 roku relacja nie osłabła. W maju Kim Dzong Un wysłał do Putina list z okazji rocznicy zwycięstwa nad nazizmem, w którym nazwał stosunki z Moskwą „najwyższym priorytetem” północnokoreańskiej polityki zagranicznej i zadeklarował pełne wdrożenie zobowiązań traktatowych. Putin z kolei pogratulował Kimowi reelekcji na stanowisko przewodniczącego Komisji Spraw Państwowych. Mechanizm działa sprawnie.
Traktat z 2024 roku – co naprawdę podpisano
Dokument liczy 23 artykuły i obejmuje współpracę polityczną, gospodarczą, naukowo-techniczną oraz bezpieczeństwa. Najważniejszy jest artykuł 4: jeśli jedno z państw zostanie „postawione w stan wojny przez zbrojną inwazję”, drugie zobowiązuje się do natychmiastowego udzielenia „pomocy militarnej i innej wszelkimi środkami będącymi w jego posiadaniu”, zgodnie z artykułem 51 Karty Narodów Zjednoczonych. Brzmi to groźnie, choć w praktyce oznacza raczej polityczne i logistyczne wsparcie niż automatyczne wysłanie własnych dywizji.
Artykuł 3 przewiduje natychmiastowe konsultacje w przypadku „bezpośredniego zagrożenia zbrojną inwazją”. Artykuł 8 mówi o tworzeniu mechanizmów wzmacniających zdolności obronne „w celu zapobiegania wojnie”. Artykuł 10 otwiera drzwi do współpracy w dziedzinie nauki, technologii kosmicznych i „pokojowej energetyki jądrowej”. Artykuł 16 potępia „jednostronne środki przymusu o charakterze eksterytorialnym” – czyli sankcje Zachodu.
Porównując z traktatem radziecko-północnokoreańskim z 1961 roku, nowy dokument jest bardziej elastyczny i mniej automatyczny, ale jednocześnie szerszy – obejmuje nie tylko obronę, lecz także gospodarkę, naukę i walkę z sankcjami. Dla Moskwy to sposób na zalegalizowanie dostaw broni z Pjongjangu. Dla Phenianu – szansa na dostęp do rosyjskich technologii rakietowych, satelitarnych i być może nuklearnych.
Wojskowy i gospodarczy wymiar współpracy
Od 2023 roku Korea Północna dostarcza Rosji miliony pocisków artyleryjskich – według południowokoreańskich i amerykańskich szacunków co najmniej kilka milionów sztuk. Do tego dochodzą setki rakiet balistycznych krótkiego zasięgu oraz broń przeciwpancerna. Część pocisków północnokoreańskich okazała się zawodna, ale w warunkach przedłużającej się wojny liczy się każdy nabój.
Jeszcze bardziej kontrowersyjny jest udział żywych żołnierzy. Od końca 2024 roku Pjongjang wysłał do Rosji co najmniej 10–12 tysięcy wojskowych, w tym jednostki specjalne i inżynieryjne. Walczyli m.in. w obwodzie kurskim, gdzie Ukraińcy przeprowadzili zaskakującą operację. Straty północnokoreańskie szacuje się na setki zabitych i tysiące rannych – dokładne liczby różnią się w zależności od źródła, ale problem jest realny. Żołnierze Kim Dzong Una uczą się na własnej skórze, jak wygląda nowoczesna wojna z dronami, artylerią precyzyjną i zachodnim sprzętem.
W zamian Rosja przekazuje Pjongjangowi technologię – elementy systemów naprowadzania rakiet, wsparcie przy programie satelitarnym, a także żywność, energię i surowce. Dla reżimu Kim Dzong Una, który od lat boryka się z chronicznymi niedoborami, to realna ulga. Dla Putina – sposób na utrzymanie tempa produkcji amunicji mimo sankcji i strat na froncie.
Główne korzyści dla każdej ze stron:
- Dla Rosji: stała dostawa amunicji i rakiet, uzupełnienie sił żywych na froncie, dywersyfikacja partnerów poza Chiny.
- Dla Korei Północnej: dostęp do zaawansowanej technologii, wsparcie gospodarcze, wzrost międzynarodowego znaczenia i osłabienie presji dyplomatycznej.
- Dla obu: wspólny front przeciwko sankcjom USA i ich sojuszników, wymiana doświadczeń wywiadowczych i propagandowych.
Osobowości, ceremonie i detale, które mówią więcej niż komunikaty
Spotkania Putina i Kima to zawsze starannie reżyserowane spektakle. W 2024 roku Kim czekał na lotnisku w Pjongjangu kilka godzin – samolot Putina spóźnił się. Gdy wreszcie wylądował, północnokoreański przywódca wyszedł mu na spotkanie o trzeciej nad ranem, uścisnął dłoń i objął. Później obaj jechali otwartym samochodem wśród tłumów wiwatujących żołnierzy i mieszkańców.
Po spotkaniu w Pekinie we wrześniu 2025 roku północnokoreańska ochrona starannie wyczyściła krzesła, stoliki i poręcze – obawa przed próbkami DNA to stały element północnokoreańskiej protokołu bezpieczeństwa. Taki detal mówi więcej o poziomie wzajemnej nieufności i paranoi niż jakiekolwiek oficjalne oświadczenie.
Putin, wychowany w strukturach KGB, ceni przewidywalność i lojalność. Kim Dzong Un, trzecie pokolenie dynastii, wychowany w kulcie jednostki i totalnej kontroli, rozumie wartość spektaklu i symboli. Ich relacja opiera się na wzajemnym szacunku dla siły i gotowości do łamania międzynarodowych norm. Nie ma tu miejsca na sentymenty – jest za to przestrzeń na wspólne interesy.
Wpływ na region i globalne bezpieczeństwo
Sojusz Moskwy i Pjongjangu bezpośrednio wpływa na wojnę na Ukrainie – dostawy północnokoreańskiej amunicji pozwalają Rosji utrzymywać wysokie tempo ostrzału. Jednocześnie obecność północnokoreańskich żołnierzy na polu bitwy daje im doświadczenie bojowe, które w przyszłości może zostać wykorzystane przeciwko Korei Południowej lub w innych konfliktach regionalnych.
Dla Seulu i Tokio to sygnał alarmowy. Korea Południowa rozważa pogłębienie współpracy wywiadowczej i militarnej z Ukrainą oraz NATO. Japonia przyspiesza programy zbrojeniowe. Stany Zjednoczone zacieśniają sojusze w regionie Indo-Pacyfiku. Chiny obserwują z mieszanymi uczuciami – z jednej strony cieszą się z osłabienia pozycji USA, z drugiej nie chcą, by Korea Północna stała się zbyt niezależna od Pekinu dzięki rosyjskiemu wsparciu.
Traktat z 2024 roku nie jest formalnym sojuszem typu NATO, ale tworzy ramy prawne, które w razie poważnego kryzysu mogą zostać wykorzystane do eskalacji. W świecie, w którym sankcje coraz częściej zastępują wojnę, a wojna zastępuje dyplomację, taki układ staje się niebezpiecznym precedensem.
Relacja Putina i Kim Dzong Una pokazuje, jak autorytarne reżimy potrafią znajdować sobie partnerów w izolacji. Pokazuje też, jak jeden konflikt – wojna na Ukrainie – może uruchomić łańcuch konsekwencji sięgających daleko poza Europę. Mechanizm działa, dostawy trwają, listy poparcia są wymieniane, a żołnierze i pociski nadal przekraczają granice. To nie jest już tylko „małżeństwo z rozsądku” – to funkcjonujący, choć ryzykowny, sojusz dwóch państw, które postanowiły razem stawić czoła reszcie świata.